Pomógł: 40 razy Wiek: 58 Dołączył: 13 Sie 2005 Posty: 1905 Skąd: stąd...
Wysłany: 2010-07-28, 15:06
Wojtuś, w tym smutku jednak znajdź radość z faktu, że będą prawdziwie tęsknić i z radością wrócą do PRAWDZIWEGO TATY, do prawdziwego spokojnego i bezpiecznego domu. Dla wielu dzieci przecież powrót do domu jest powrotem do murów za którymi przeżywają niekończący się horror...Dziękuj Bogu i ciesz się w swoim smutku z faktu, że u ciebie, na chwilę obecną jest jak jest...A masz chęć popłakać, to płacz, ale bardziej w tym przypadku to płacz ze szczęścia, które stało się twoim udziałem. Zostałeś prawdziwym ojcem, tatusiem i odzyskałeś dzieci, a one ciebie, a tak blisko było krawędzi przecież...
Życie to nie tylko sielanka. Często przez te moje darowane mi zdrowe lata, byłem smutny, zrozpaczony, był ból po stracie bliskich mi osób, lecz powiem ci, że dopiero na trzeźwo smutek stał się prawdziwym ludzkim smutkiem i każde, nawet najcięższe doświadczenie życiowe stawało się prawdziwe, głębokie i ludzkie, bo w nieodmienionej przez alkohol świadomości.
Na wszystko jest w życiu miejsce i czas i daj ci Boże aby twoje smutki były tylko takimi, za którymi stoi nadzieja i radość, bo Miłość już tam zagościła, dzięki Bogu, a Ona, podsycana, hołubiona i pielęgnowana rośnie jak młoda sadzonka wiosną...Kiedyś przyjdzie czas na owoce, które ty zbierzesz i radością urodzaju podzielisz się z innymi i innym dasz nadzieję...Ciesz się Wojtuś i masz chęć to płacz gdyż jest taki płacz, który oczyszcza, a podczas niego można wiele zrozumieć i zacząć być wdzięcznym za rzeczy, których dotąd człowiek nie zauważał...A zresztą - czy wszystko potrafimy wyrazić słowem...Nieraz jeszcze ci ich braknie...
_________________ Nie ma drogi na skróty do miejsca,
do którego dojść warto...
Spróbuj, na początek, zapalić maleńką świeczkę zamiast przeklinać ciemność...
jest wieczór, wróciłem z terapii, siedzę sobie przed kompem i jestem sobie na forum - czytam i jest mi dobrze. Dalej tęsknię za moimi dziewczynkami, dalej boję się o to, czy dostanę zlecenie, ale też jest we mnie taka radość i spokój, że mogę o tym komuś powiedzieć, kto mnie wysłucha i zrozumie. Jest wokół duże grono alkoholików - tutaj, na tym forum, na terapii, a także w AA - na mitingach w których uczestniczę.
Jutro jest czwartek, pójdę na dwa mitingi - o 17 i drugi o 19. tam spotkam przyjaciół i będę mógł porozmawiać o swoich uczuciach.
Ja jestem "świeżo upieczonym" alkoholikiem, i emocje wprost mnie zalewają, a jak sobie z nimi radziłem dawniej to wiadomo - tylko ucieczką w alk i amfę, więc teraz jedyne co mogę robić żeby choć trochę ulżyć to gadać gadać gadać o tym, co przeżywam...
dzięki Jerzy, dzięki Regency, dzięki Ci Boże za to forum, i za moje terapeutki, i za przyjaciół z AA
[ Dodano: 2010-07-28, 21:25 ]
w ogóle muszę powiedzieć, że ja cienko znoszę samotność. moja terapeutka mówi, że to przez śmierć matki, już zawsze silniej będę odczuwał stratę. szkoda że o tej porze nie ma mitingów, bo chętnie bym sobie poszedł pogadać i posłuchać. Muszę więcej się modlić, muszę nawiązać prawidłową więź z Bogiem, trudno mi przychodzi siedzenie w samotności i modlitwa.
Chyba że to jeszcze jakieś stare mechanizmy pijackie, być może wszystko ze mną w porządku, tylko z czasem emocje się "ułożą" i także samotność stanie się łatwiejsza
za dużo mam dziś myśli w głowie
To prawda Wojtku jest taki płacz. U mnie są to łzy wzruszenia, wdzięczności, za to co mam, za dar trzeżwienia, za to ,że robię małe kroczki. Np takie jak nauka cierpliwości.
Choć minęło dopiero półtora roku, warto było włożyć wysiłek w trzeżwienie.
Powiedzieć Bogu "tak", ufać. Ale jest też inny płacz jak Bóg pozwala mi, mnie samą zobaczyć, jak odeszłam od Jego Prawa. Za jednymi i drugimi łzami nie ma pragnienia ulgi, nie ma alkoholu. Niedługo pierwsza rocznica śmierci mojej cioci. Wtedy dostałam tą łaskę poczucia, że tam gdzie miłość we właściwym pojęciu, nie ma miejsca na alkohol, mimo bólu, straty.
Wydawało mi się kiedyś, że jeżeli jestem smutna z jakiegoś powodu, to nie trzeżwieje.
Ale przecież życie to nie tylko same radości. Mam prawo smucić się, nawet złościć, choć tego nie lubię i jest mi z tym żle. Byle, myślę adekwatnie do sytuacji. Rok temu nie miałam pojęcia o pogodzie ducha. Teraz jest bardzo często. Dałam sobie prawo do błędów, ale do granicy moich wartości. Sumienie jest takim moim strażnikiem,
tam jest Bóg jak i w sercu. Nic mi z mądrości a nie daj Boże jak słyszę "inteligencja."
Jestem sam i mam wrażenie, jakbym nie do końca istniał naprawdę. rano byłem na terapii indywidualnej, dużo gadałem o mojej nieżyjącej mamie, w zasadzie całe spotkanie na tym zeszło. terapeutka odradza mi zajmowanie się tym teraz, na razie doradza zajmowanie się uzależnieniem i trzeźwieniem. pewnie ma racje. jednak dużo się dowiedziałem - emocjonalnie w wielu sferach nadal mam 9 lat. Możliwie że nie przeżyłem żałoby po śmierci Mamy - to by miało sens. Dużo mówię co "muszę" i co "powinienem" - ponoć to charakterystyczne dla dziecka.
A więc jak dziecko, po wyjeździe moich dziewczynek czuję się porzucony - oczywiście nic z tego dobrego nie wynika, niedobrze jest swoją żonę traktować w pewnym stopniu jak mamę. Bywa że snuję się po domu, to pogrzebię w necie, to zajrzę do lodówki - dokładnie tak robiłem jak miałem 9 lat. Ciężko będzie nad tym pracować...
A więc jest połowa dnia, umówiliśmy się z S że pomaluję kuchnię, więc od powrotu terapii zamiast "muszę" i "powinienem" powtarzam sobie w kółko: "chcę pomalować kuchnię, mam potrzebę żeby było ładnie, moje dziewczęta ucieszą się z wyremontowanego mieszkanka".
Terapeutka powiedziała mi, że jest też we mnie dużo dorosłego wojtka, i dzięki temu mogę się sam tym moim małym chłopcem we mnie zajmować. dbać o niego, ale też czasem trochę wychowywać i dyscyplinować samemu.
Zabawne, że ten mały smyk gdzieś we mnie musi być dosyć widoczny i wyczuwalny, bo wczoraj w kilku postach parę osób zwróciło się do mnie zdrobniale "Wojtuś". I muszę powiedzieć, że poczułem się bezpieczniej: w tym wychowaniu dziecka we mnie mogę liczyć nie tylko na siebie.
Pomógł: 27 razy Wiek: 61 Dołączył: 28 Sie 2007 Posty: 1372 Skąd: wałcz
Wysłany: 2010-07-29, 19:17
Wojtuś, twoje świadectwa są odbiciem mojej duszy, mojej drogi, problemów, smutków radości. Robią wrażenie na mnie, bo piszesz od serca, szczerze i uczciwie o swej duszy, jej emocjach i rozterkach.
Cytat:
Wojtal -Jak czytam,że tęskno Ci również za mitingami to mam wrażenie że wszystko jest na właściwym miejscu. PD.
jak napisał Mieciu i to prawda, szukasz, czasem po omacku, często boli tak jak i mnie bolało i jeszcze czasami boli, że nie jest lekko, a kto powiedział że będzie lekko.
Widzenie siebie w prawdzie tej złej i szukanie często po omacku jest trudną sztuką, ale najczęściej się znajduje, bo Ty szukasz nie czyjejś, ale swej własnej drogi, swego nowego życia.
_________________ marek alkoholik
_________
AA było sposobem jakim Bóg przywołał mnie do siebie
ech to szukanie drogi po omacku - mam od tego guza na guzie! Ale tak to jest, nic niestety nie daje gotowej recepty, na terapii dowiaduję się wielu rzeczy ale to tylko trochę pomaga - reszta to mordęga jakaś straszna.
Nie no, zły jestem, wściekły i ręce mi opadają, że mając 34 lata muszę uczyć się tego, co 10 letni smarkacz. Jeden plus to to, że moja córka ma prawie 10 lat, a więc jest szansa że z nią - razem dorośniemy
Kurcze, jadę do Lichenia, cieszę się jak dziecko, normalnie nie mogę się doczekać - pewnie to trochę zabawne, że tak przeżywam jak mrówka okres, ale nie mogę uwierzyć że to się tak złożyło
jedziemy jutro w piątek z rana, po drodze zajedziemy do Żnina, kolejką wąskotorową do Biskupina, wieczorem w Licheniu miting rocznicowy kolegi, a w sobotę od rana wiadomo - droga krzyżowa i wszystko inne. będzie mnóstwo ludzi od nas, poza tym hazardziści ode mnie z terapii - ja pier...olę, nie mogę uwierzyć, po prostu tryskam radością!
Wojtek, nie przejmuj się! Ja się tego uczyłem mając prawie 50. I jeszcze się uczę... A poza tym wcale nie musisz, a chcesz! A to różnica. No i jest szansa, że córka Cię nie wyprzedzi.
_________________ Marian, dozgonny alkoholik
Alkoholik, który jest sam, znalazł się w złym towarzystwie.
Marku, to o tym dojrzewaniu z naszymi maluchami będziemy mogli powymieniać doświadczenia. Faktycznie jest w tym także wielka przygoda.
Przyznam że po powrocie z Lichenia opadło mnie przygnębienie, jak zwykle w takich sytuacjach dzień zacząłem bardzo późno i to jeszcze pogłębiło zły nastrój. Powierzam dziś moje kroki Bogu, zbyt bardzo polegam na sobie, a ponieważ tyle razy sam siebie zawiodłem więc w tej mojej relacji sam ze sobą nie czuję się bezpiecznie.
Spotkanie w Licheniu pomaga mi jeszcze bardziej liczyć na Was kochani, bardziej realnie wierzyć że kogoś jeszcze poza mną obchodzi moje życie. Jest mi to bardzo potrzebne - wspólnota i inni ludzie to moja najbliższa "siła większa niż ja sam", i to stopniowe powierzanie swoich spraw innym osobom jakoś zdejmuje ze mnie ciężar samotnego noszenia tego wszystkiego przez życie.
Mam nadzieję, że Licheń wbudował małą cegiełkę w moje życie duchowe, na razie dla mnie samego mało widoczną, jednak cóż mi pozostaje innego niż zaufać jeszcze głębiej Bogu i ludziom wokół mnie.
dziś dzień pełen pracy, w ciszy i skupieniu postaram się dziś budować w sobie pozytywny nastrój
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum