Głowa do góry Mareczku.
Wszystko się ułoży,a to dla tego,że jesteś trzeźwy i że nie jesteś sam.
Bóg nie narzuci na Twoje barki więcej niż mógłbyś udźwignąć,
no i masz jeszcze wsparcie wśród bliskich i wśród nas.
Ja teraz w trudnych chwilach pocieszam się tym,
że już niebawem Licheń i że znów spotkam serdecznych i życzliwych ludzi.
To działa jak balsam.
Pozdrawiam.
Pomógł: 27 razy Wiek: 61 Dołączył: 28 Sie 2007 Posty: 1372 Skąd: wałcz
Wysłany: 2010-09-06, 17:29
Ciężko wrócić do pisania, tym bardziej że problemy co raz dopadają a okres niepisania dość spory. To chyba najgorszy rok w moim trzeźwieniu, wydawało mi się że 2009 był kiepski, lecz teraz, a może przyszły będzie jeszcze gorszy. Gdybać nie ma co. W 2009 roku miałem wiele problemów, ale ze sobą, wiele pytań, jaki jestem, jaka ma droga. Na temat wiary, mojej wiary, jaka ona jest, czy powierzchowna? Pusta, na pokaz. Tak bezgranicznie i z ufnością wierzyłem, każdy jej krok dawał mi satysfakcję i ukojenie a tu szereg wątpliwości co do słuszności mej drogi i właśnie wiary. Problem był też taki ze Boga zaakceptowałem w sobie, czułem Jego obecność i bliskość. Jak napisałem kiedyś to nie Bóg mieszkający gdzieś w kosmicznej głuszy, ale Bóg mieszkający w ludziach i mojej duszy. Bardziej widziałem siebie, swoje wady i chyba aż za nadto. Życie powinno wtedy nabierać barw świętego a ja pełen wad i słabości daleko odbiegam od. Przekonywało mnie jednak że Bóg zna moje słabości, obdarował mnie życiem, lecz nie ingeruje w nie, to ja sam obieram swoją drogę. Czy jednak jest to droga gdzie wsłuchuje się w poznanie jego woli to zależało ode mnie. Przez lata chciałem być panem swojej woli i życia i skończyło się to dla mnie upadkiem potężnym. To jednak minęło i dzisiaj nie mam żadnych wątpliwości. Po głowie chodzi mi coś innego że im więcej wiedzy na swój i choroby temat, tym bardziej mój umysł staje się wyrafinowany w sprawach minimalizacji i racjonalizacji i stara się podważać to co już wiem, manipulować mną, usprawiedliwiać i kręcić mną tak jak kiedyś mną kręcił. Wtedy właśnie gdy rozpoczynałem abstynencję szedłem w euforii z niemal klapkami na oczach, bo nie chciałem patrzyć na boki, z wiarą bezgraniczną do której powróciłem, to dawało mi siłę do przetrwania i było słuszne, bo nie zapiłem.
W tym roku problemy zdrowotne i choć wszystko się jakoś ułożyło(nie mam ani guza, ani nowotworu) i to najważniejsze to właśnie w czasie zmagań otrzymałem wypowiedzenie, pomyślałem wtedy cios poniżej pasa, ale cóż można żądać od szefa który na okrągło pije, ale to bolało mimo wszystko i osłabiało psychikę.
Wreszcie rozbity samochód, awarie komputera i stała opieka nad rodzicami. Ale w tym wszystkim mam nadzieję ze dam radę, bo ze zdrowiem nie jest najgorzej. Tak często w AA mówimy że Bóg nie nałoży nic na barki ponad moją siłę i tak bywało, nie raz się przekonałem.
Czy rodzice to doświadczenie dane mi przez Boga, nie, każdy miał czy ma rodziców, rodzice się starzeją, ja też i oby ze mną dzieci nie miały gorszych problemów.
Na to wszystko nie wołam gdzie jest Bóg, czy On to widzi, skoro założyłem że Bóg jest we mnie, to głupio pytać gdzie On jest, a wyrzucać Go z siebie nie mam najmniejszego zamiaru. Przykładem Bożej obecności są przyjaciele z forum. Wiele serca i dobroci otrzymałem o Edytki, Monka i tak zrozpaczonego Andrzeja ( szczerze Ci współczuję Andrzeju) Zresztą większość to przyjaciele o złotych sercach, życzą dobrze każdemu i ze wszystkich sił próbują pomagać innym. Patrzę więc na ludzi dobrej woli, którzy mają Boga w sercu, nie przejmuję się zaś ludźmi złymi, jedynie jest mi ich szkoda. Nie przyrzekam ze posty będą tak liczne jak kiedyś, ale mam nadzieję że skoro zacząłem to już jakoś pójdzie, pozdr, c.d.n.
[ Dodano: 2010-09-06, 17:31 ]
Najważniejsze że dalej jestem trzeźwy
_________________ marek alkoholik
_________
AA było sposobem jakim Bóg przywołał mnie do siebie
Marku,dobrze,że jesteś.Czasem przychodzi takie doświadczenie,które sprawdza,na ile w słowach mieści się czynów.
Nie zamykaj się.Choćby zdanie tu lub prywatnie esa jakiegoś skrobnij.Wątpię,aby Bóg pozwolił Ci oddalić się aż tak bardzo.On Cię umiłował odwieczną miłością.Jak mnie i każdego,kto wierzy i nie wierzy.
Pogody ducha!
Pomógł: 40 razy Wiek: 58 Dołączył: 13 Sie 2005 Posty: 1905 Skąd: stąd...
Wysłany: Wczoraj 9:43
Marku, jest prosta zasada, że "Ile wiary pokładamy w Bogu - tyle łask otrzymujemy".
Zasady życia i współżycia z ludźmi znasz, miałeś czas na tą naukę, zatem żyj według tego co na dzień dzisiejszy znasz.
Wiara bez uczynków jest martwa i myślę, że nawet zaniedbując mityngi, msze, pisanie na forum czy inne celebracje, kosztem poświęcenia tego czasu drugiemu człowiekowi, niekoniecznie uzależnionemu, jest również wypełnianiem woli Boga.
Mój Przyjaciel, lata temu powiedział mi "Ty Jurek żyj, bo jak poświęcisz cały czas i siły na kręcenie się wokół mityngów, spotkań czy rocznic i nie będziesz miał czasu na prawdziwe życie czy zadośćuczynienia. "
Hydraulicy mówią, że "Nie ma takiej rury, której nie idzie odetkać", ja z doświadczenia wiem, że nie ma takiej, nawet najgorzej wyglądającej sprawy w życiu, która powierzona Opatrzności nie byłaby załatwiona pozytywnie i z korzyścią dla mnie. Inna sprawa, że rzadko wynik czy suma wyników jest taka, jak w moich wyobrażeniach to jednak, patrząc z perspektywy czasu, najlepsza...
Wrócę do mojego wypadku i kasacji samochodu. Trwało to sekundy jednak nie było we mnie nic strachu czy obawy o siebie, a o syna, który siedział obok. Zdążyłem krzyknąć "Nie bój się" i siedzieliśmy w rowie głowami w dół, a Maciek krzyknął "Nic mi nie jest" Kilka sekund i pomimo zmiażdżonego duchu, przez otwarte przeze mnie okno byliśmy cali i zdrowi poza samochodem.
Syn od kilku lat był pod opieką psychiatryczną. Poprawy żadnej pomimo zażywanych leków, lekarze rozkładali ręce, a teraz, po tym zdarzeniu? To inny, nareszcie zdrowy psychicznie człowiek, żyjący dziś i teraz, z nadzieją wyglądający jutra. Dla niego skuteczna terapia szokowa z natychmiastowym wynikiem? Według mnie tak i Ktoś o tym zadecydował, a dla mnie to kolejne doświadczenie opieki, kolejne darowanie życia i jeszcze głębsze przekonanie, aby Bogu nigdy nie zadawać pytania "Dlaczego"...Czasami prędzej, czasami później to jednak zawsze cokolwiek się wydarzyło było dla mnie czy dla kogoś drugiego Dobrem...Ważne, aby mieć oczy i to widzieć...
...z Bogiem Marku ...
_________________ Nie ma drogi na skróty do miejsca,
do którego dojść warto...
Spróbuj, na początek, zapalić maleńką świeczkę zamiast przeklinać ciemność...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum