Pomógł: 27 razy Wiek: 61 Dołączył: 28 Sie 2007 Posty: 1372 Skąd: wałcz
Wysłany: 2009-06-28, 00:32 Gostyń, czerwiec 2009
Spotkania nasze już 74te,
Co tu przeżyłem , doznałem, co były warte?
Przeżycie duchowe, utrwalenie trzeźwości,
Poznania nowych przyjaciół i sporo radości.
Cóż za pokarm dla skołatanej duszy.
Czy jest ktoś taki co go nic nie wzruszy,
Nie zaświta nadzieje na lepszy świat,
I myśl o tym, by opuścił obsesji picia bat.
Z Bogiem i miłością nadzieja nie zginie,
Każdy kac, każdy nawrót szybko minie..
A przyjaciołom co grupę Maria tworzą,
Tak jak dotąd obdarowujcie tą miłością Bożą.
Dziękuję Wam za wspaniałego ducha,
Wasza przyjaźń to wsparcie i otucha..
To naprawdę były udane spotkania trzeźwościowe w Gostyniu. Wspaniała atmosfera, prawdziwy duch wspólnoty. Organizatorzy starali się otoczyć opieką każdego uczestnika, integrować tak, by wszyscy czuli się jak jedna wielka rodzina, by nikt nie poczuł się samotny, wszędzie było ich widać i słychać. Byłem już wiele razy w Gostyniu, bo mnie tam ciągnie, bo jestem wśród swoich przyjaciół, szczerych i otwartych. Nie chcę pomniejszać zasług innych organizatorów, jednak te, były jakieś szczególnie miłe dla mnie, a i z pewnością dla innych uczestników spotkań. Bo tu się wyczuwało troskę o każdego, poszli o wiele dalej niż inni
_________________ marek alkoholik
_________
AA było sposobem jakim Bóg przywołał mnie do siebie
Pomógł: 27 razy Wiek: 61 Dołączył: 28 Sie 2007 Posty: 1372 Skąd: wałcz
Wysłany: 2009-06-28, 10:34
Jeszcze muszę coś dodać o Gostyniu. Mianowicie wielkie wrażenie wywarło na mnie, droga krzyżowa i spotkanie z p. Marią Matuszewską, psycholog i współtwórczyni pierwszej grupy AA w Polsce na terenie Poznania. Jej wykład był wspaniały a jej znajomość naszego programu i stosowanie w terapii uzależnień może być wzorem dla innych terapeutów. Zaskakiwała mnie znajomością uczestników, nazywając ich po imieniu, jej serdeczność i życzliwy stosunek do nas, jak i do niej podkreślał jakby rodzinne spotkanie przy kawie i ciastkach
Chciałbym podziękować grupie Maria za tą atmosferę którą stworzyli i tak myślę że tym wierszem chyba więcej wyraziłem niż prozą a Oni chyba sami byli zaskoczeni tym co zrobili.
_________________ marek alkoholik
_________
AA było sposobem jakim Bóg przywołał mnie do siebie
A jaką rolę w moim trzeźwieniu odegrały Gostyńskie Spotkania? Pierwszy mój wyjazd pokazał mi, że istnieje coś takiego jak bezinteresowność. Dziś mówię, że pierwszy raz byłem tam z "łapanki". Dosłownie! Pod dom podjechał samochód, ktoś mi powiedział, że mam 10 minut na uszykowanie się do wyjazdu i to był koniec rozmowy. Moje protesty i tłumaczenie, że nie mam za co, nie zostało przyjęte. No i pojechałem ten pierwszy raz! Do dziś nie wiem kto za mnie zapłacił. Gdy finanse mi się poprawiły, szukałem tego u kogo mam dług, ale dowiedziałem się tylko, że mogę przy okazji zapłacić za kogoś, kogo nie będzie na to stać. I mimochodem stałem się elementem tej bezinteresowności. Co na mnie zrobiło największe wrażenie, już tam na miejscu? Wszystko! Pierwsza msza w dość małej klasztornej kaplicy. Nawet w jej najodleglejszej części byłbym bliżej ołtarza niż kiedykolwiek przedtem. To takie miejsce gdzie nie ma dystansu między księdzem a mną. Pierwszy raz byłem tak naprawdę uczestnikiem mszy, mimo, że nie byłem do tego kompletnie przygotowany. Poszedłem, bo wszyscy szli. Albo posiłki... a właściwie wyśpiewana modlitwa przed lub po... Huk setki gardeł w akustycznych klasztornych murach robi wrażenie na mnie do dziś! A spotkanie z "fizycznym" z młotkiem w ręku na przyklasztornym dziedzińcu, i zaskoczenie gdy po paru godzinach widzę go odprawiającego "naszą" mszę. Nie tak wyobrażałem sobie księdza! I ludzie. Myślałem, że będę tam kimś gorszym, nieopierzonym debiutantem, ale wszyscy traktowali mnie jak starego znajomego. Tak normalnie, po przyjacielsku. Albo mityngi trwające do późnych nocnych godzin (a może już porannych?). Taki tłok na mityngu widziałem pierwszy raz. I mimo, że czasami było w tej sali strasznie duszno, to jakoś nikt się nie ulatniał, a później dalsze mityngowanie w pokojach. Nie ma tam żadnych luksusów, a właściwie jest wyłącznie prostota, to niczego mi nie brakowało. Jak cudownie było odciąć się na te trzy dni od świata, gazet, telewizji... Mieć do dyspozycji całą dobę ciszę kaplicy, gdzie przesiedziałem wiele godzin sam ze swoimi myślami. O Bogu myślałem niewiele, ale dziś wiem że tam pierwszy raz poczułem Jego obecność. I chyba też tam pierwszy raz nie udawałem na mszach, że śpiewam. Organizatorzy przygotowali śpiewniki tak że do śpiewania pierwszy raz w życiu musiałem zakładać okulary i pierwszy raz nie zgadywałem "jak to idzie dalej"? Wszystko było takie inne, nowe, często niezrozumiałe... Ale widzę, że było mi to potrzebne, żeby zacząć rozumieć cokolwiek. A dziś po co tam jeżdżę? Po to samo! Po tę ciszę, do tej kaplicy, do tych ludzi. Każdy ma swoją jakąś oazę spokoju. Moją jest Gostyński Klasztor Księży Filipinów.
_________________ Marian, dozgonny alkoholik
Alkoholik, który jest sam, znalazł się w złym towarzystwie.
Pomógł: 27 razy Wiek: 61 Dołączył: 28 Sie 2007 Posty: 1372 Skąd: wałcz
Wysłany: 2010-07-11, 22:14 Gostyń. czerwiec 2010 r
Tym razem nie miałem chęci jechać do Gostynia w czerwcu. Wszystko z początku składało się na nie. Choroba, kłopoty finansowe. Termin pobytu w szpitalu pokrywał się z Gostyniem, wreszcie wypowiedzenie w pracy zniechęciło mnie do reszty. Jak tu jechać, cieszyć się radować, gdy krąży widmo zwolnienia(wypowiedzenie 3 miesięczne) to wycinek z gardła, i czekanie
Ale i tu niezwykle zdarzenia:
Finansowo dostałem wsparcie.
przesuniecie terminu pobytu w szpitalu.
Mogę jechać, ale chęci?
Znów dziwne zbiegi:
Przyjaciele z grupy Maria z Poznania zaczęli mnie bombardować pytaniami o Gostyń, czy będę, podobnie jak nasz Maryś, co tu odpowiedzieć, przecież nie będę oszukiwał przyjaciół.
Zona moja podobnie, masz okazję i darmowy pobyt, co się ociągasz. Przyjaciele z grupy Maria skrzyknęli będziesz z nami na pokoju, nie będziesz sam. Wiedziałem też że na Marysia mogę liczyć i rzeczywiście dziwnie jakoś cały czas przy mnie był, to przy posiłkach, na mityngach. Zawsze w zasięgu wzroku i ze swoim uśmiechem na twarzy. Podobnie było na pokoju, nigdy nie byłem sam i myślami do swoich spraw niewiele wracałem. Ogólnie jestem zadowolony z pobytu, jeszcze bardziej się zżyłem z wiarą. Jeszcze jedną taką rzecz zaobserwowałem wśród Aowców. Gdy w normalnych stosunkach rozmowa się nie klei, lub kończy, zalega często niezręczna cisza lub sztucznie naciągana rozmowa. To wśród naszych jest tyle dyżurnych tematów na temat zdrowienia, uczuć czy problemów ze i noc przegadać to drobnostka i jeszcze wiele pozostaje tematów do obgadania, które stają się coraz głębsze, rozmówcy bardziej zżyci, otwarci, życzliwi. Co tu zresztą gadać to wszystko jest na plus, wszyscy czują się jak ryby w wodzie, to wśród tych zwanych normalnych powstaje zniecierpliwienie, nieufność, podejrzliwość w stosunku do gości, czy rozmówców brakiem tematów. To jest spora różnica między nami tym bardziej że o swoich problemach ułomnościach zwyczajni jesteśmy normalnie i swobodnie rozmawiać bez zahamowań, wśród tych normalnych to tematy tabu.
Inna sprawa, to 18 rocznica jednej z kobiet z grupy Maria, czemu obchodziła tu a nie na macierzystej grupie. Otóż ona podobnie jak Maryś ściągnięta prawie na siłę do Gostynia zaczęła trzeźwieć. Tam poczuła tą więź, siłę i wiarę nie z tego miejsca lecz od tych ludzi. Podobnie zresztą pisał i czuł Maryś i tak samo ja. Grupa podarowała jej piękny flakon na kwiaty z wygrawerowanym napisem rocznicowym napisanym dla niej. Nie było specjalnego mityngu, czy jakiejś fety na tą okoliczność ale jedynie kawa i ciasto, i oczywiście najbliżsi przyjaciele (część była na miejscu, część dojechała na tą okoliczność)
To co najbardziej mi się w tym wszystkim podobało to właśnie ta skromność i pokora jaka biła od jubilatki. Pozdrawiam marek
_________________ marek alkoholik
_________
AA było sposobem jakim Bóg przywołał mnie do siebie
Chyba przez skromność Marek nie wspomniał o Drodze Krzyżowej na ostatnich spotkaniach. Przy jednej ze stacji nasz młodszy kolega Piotr z mojej grupy miał okazję przeczytać stosowny wierszowany tekst. Do dziś wspomina to z wilgotnym okiem. Autorem tekstu był... No właśnie Marku... Kto...? I jak mogło Cię nie być?
_________________ Marian, dozgonny alkoholik
Alkoholik, który jest sam, znalazł się w złym towarzystwie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum